wtorek, 20 marca 2012

o tym jak lato próbowało prześcignąć wiosnę

Gdy w czwartek sprawdziłam pogodę, myślałam, że to kolejna pomyłka (po 28 stopniach w lutym w Łodzi) iphona. Ale nie była! Co więcej było nawet cieplej niż pokazywał iphone. A miało być tak :)


Zapakowałam zatem moją Antylopę do Mikry, mimo, że koledzy w pracy twierdzili, że jest to ABSOLUTNIE niemożliwe i w sobotę rano zaczełam przygotowania. Wyczyściłam, napompowałam (z pomocą moich mały pomocników) przymocowałam nowy nowy dzownek i pojechałam nad Maltę, zaczynając tym samym nowy, 2012 sezon I LOVE MY BIKE :)

Nie było idealnie, bo nad Maltę wybrał sie też cały Poznań, plus o włączeniu mojej nowej aplikacji RunKeeper przypomniałam sobie mniej wiecej po przejechaniu połowy trasy, ale i tak było CUDNIE.

Nie będę się zbytnio rozwodzić, jak bolą w nocy kolana, po przejechaniu 25 km bez żadnego przygotowania i rozgrzewki, bo to mały minus, który nie miał szans przesłonić WIELKIEGO plusa jakim był ten piękny dzień.
I nadal nie rozumiem, jak lato dało radę tak tak znokautować zimę w ten weekend :)

było pięknie, można się było opalać




niektórzy postanowili się nawet wykąpać !!


gdy dokładnie na przeciwko, inni jeździli na nartach :)

pomocnicy :)


moja Antylopa

i nowy dzwonek

środa, 7 marca 2012

Jestem :)

Bardzo lubię to moje małe miejsce, a całkowicie je zaniedbałam. Zaraz wrócę z moim światem na zdjęciach (w większości) i moim światem w mojej głowie (w mniejszości).
Na dobry powracacz moja strona na facebook'u :)

Przedstawiam MISIOGRAPHY :)

wtorek, 17 stycznia 2012

Nie czytasz? nie idę z Tobą do łóżka

O projekcie Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka usłyszałam pierwszy raz od Zazie. Pomyślałam "świetny pomysł, świetna nazwa". W dobie facebook'a (zna ktoś może jakieś system odwykowy od tego cholerstwa??) twitter'ów, youtubu'ów, iphon'ów, blogów :) itp. itd., pomysł zachęcania do czytania z nutką erotyzmu, spokoju, i odpoczynku jakie tylko łóżko daje, wydał mi się równie odkrywczy co szalony ;) Książki tak cudownie działają na zmysły wszelaki. Pobudzają wyobraźnie, zmuszają do myślenia, są odskocznią od śnieżno-zimnej rzeczywistości i nie powinny wymrzeć jako te przysłowiowe mamuty :)

Wraz z informację o projekcie otrzymała to oto zdjęcie, okazało się bowiem, że Zazie i Syd oraz ich cudowne mopsie córki Kumiś i Miszurek, są twarzami tego projektu. ZWARIOWAŁAM !!!!

fot. Paweł Grześ

"i Ty możesz przesłać swoje zdjęcie Miś" powiedziała Zazie. "Super" powiedziałam ja. I tak oto powstało poniższe zdjęcie oraz jeszcze kilka innych śmiesznych, nieudanych, poruszonych, na których mopsy uciekały, książki fruwały, a ja próbowałam coś wykreować  w ciągu 20 sekund, jakie dawał mi samowyzwalacz :) Zdjęcia nie wysałam. Nie jest zbyt dobre dla tego projektu, ale jest świetne dla mnie. Zawsze już będzie przypominało mi o zabawie jaką mialiśmy, ok,  JA miałam podczas tej "sesji"

piątek, 13 stycznia 2012

Piątego 13-go

Już dawno nie wierzyłam w tą całą histerię pt. "piątek 13-go". Po dzisiejszym dniu będę czekała na każdy kolejny i oby był tak miły jak ten.
A było to tak. Dostałam paczkę. Dużą paczkę. Ok, znałam nadawcę, bo to przecież moja paryska Madalena, ale co paryska Madalena, miałaby mi wysyłać w dużej paczce???????? Wcześniej dostałam od Madaleny najfajniejszy brelok ever, czyli mój mały aparat fotograficzny, który miga fleszem, ale nie wspominała, że ma zamiar mi cokolwiek więcej wysyłać. Urwis nie dziewczyna :)
Paczka dobrze oklejona taśmą. W wielkiej ekscytacji, dużego dziecka, jakim jestem, rozszarpałam karton na strzępy i zobaczyłam to:

moja nowa bluza i nowa torba

moja druga torba !!!

i kartka od Magdowej mopsiczki Bimby !! Cudo


Madalena !!! Ty to potrafisz robić niespodzianki !!!! NAJLEPSZE !!! DZIEKUJĘ !!! :****

środa, 11 stycznia 2012

Mama ... i mopsy

Pierwszy tatuaż, znany szerzej jako serwetka, zrobiłam sobie bez okazji, a właściwie bo nastał rok 2000, co nie zdarza się zbyt często :) Po pierwszej euforii, wynikającej z faktu posiadania owego, nastało zniechęcenie, którego głównym źródłem było poważne uczulenie, bądź na tusz, bądź na krem.
Drugi tatuaż nie był "z okazji", był natomiast bardzo przemyślany. Począwszy od wyboru nieszkodliwe dla łapek mopsich tuszu (poleconego przez SYD), poprzez mozolne odbijanie łapek-stempelków mopsów, które absolutnie nie chciały współpracować (wgląd łazienki w trakcie stemplowania, delikatnie pominę), po kolejność danej łapki na tatuażu.

Mój drugi tatuaż to odciski łapek moich mopsich dzieci, w wersji uproszczonej (bez włosków;))


Okres między drugim, a trzecim był krótki. I tak od paru dniu noszę (z dumą) słowo MAMA, napisane w języku japońskim. Dlaczego mama?? Bo bardzo bardzo bardzo kocham moją mamę, a ona niestety nie może już być przy mnie na tym świecie, może jednak być tak  - symbolicznie.


Manami !! My friend !! Thank you sooo much for help :)

czwartek, 5 stycznia 2012

Mopsy moja miłość

Nie mam czasu pisać. Żałuję. Blog to swoisty pamiętnik. Mimo, że prowadzę go niecały rok, zdarzało mi się już wracać do wcześniejszych postów. Mineło kilka miesięcy, a jestem już inna. Każdy dzień bez nowego wpisu, każdy tydzień, to luka, której już nie wypełnię. Może po całym noworocznym zamieszaniu w pracy wrócę do regularnych wpisów, swoich i tych w których pomagam mopsom:)
A dzisiaj moja mopsowa kolekcja, którą mam nadzieję powiększyć w tym roku.

czwartek, 8 grudnia 2011

Tłuszcz jak oliwa na powierzchni wody pływa

Wróciłam. Do uprawiania jakiegokolwiek sportu. Nie jestem typem sportowcem, sport męczy, a ja nie lubię się męczyć. Lubię rower i lubię wodę. Rower musi poczekać do wiosny, woda typu akwen też. Skupiłam się na basenie zatem. Niestety ten jeden jedyny rodzaj wody nudzi mnie śmiertelnie.
Co zrobić w sytuacji, gdy wszystko mnie męczy i/lub nudzi i/lub marudzę???
Zapisać się na aqua aerobic! No i się zapisałam. Wczoraj.
45 min tygodniowo nic nie zmienia, ale daje delikatny spokój ducha i poczucie topiącej się tkanki tłuszczowej i rozbijającego się cellulitu. 
Ubrałam czepek, zapięłam pas wypornościowy i zaczęłam wywijać piankowymi hantelkami do You're the One that I want, Olivii i John'a.

Było fajnie, pomijając tylko fakt, że na BASEN nie zabrałam RĘCZNIKA.